Dom Koncertowy bez Teatru Miejskiego?Te dwa budynki są jak dwa symbole historii miasta Szczecina. Nie zawsze tak było, ale los połączył ich koniec w pewną klamrę, która zamyka ponad dwieście lat dominacji i obecności kultury niemieckiej w mieście. I o ile ruiny Domu Koncertowego nie wzbudzały jakiś większych emocji wśród nowych obywateli miasta ba nawet przyciągały rzesze spacerujących na obecny plac Solidarności robiących sobie zdjęcia na tle ruin, to sprawa rozebrania Teatru Miejskiego nie była już taka prosta i wzbudzała niemałe kontrowersje i to w czasach gdzie była tylko jedyna słuszna droga i jedyny tok myślenia i rozumowania, więc proszę sobie wyobrazić jakaż to była odwaga podnosić głos, że może i powinno być inaczej gdy w najlepszym razie groziła za to wizyta smutnych panów w czarnych płaszczach, którzy wcale nie mieli radosnych nowin do przekazania. Dziś zaczniemy od początku. W połowie XIX wieku szczecińscy kupcy zostali postawieni przed poważnym dylematem, dlaczego akurat kupcy pojawiają się w tej historii to dość zawiła sprawa związana z zwyczajami panującymi w dawnych czasach i mecenatem artystycznym tej grupy społecznej. Dylemat o którym mowa to kwestia sponsorowania tej dość kosztownej działalności artystycznej kupcom jak najbardziej zbędnej w tamtych czasach.Po długich i burzliwych sporach z władzami miasta doszło wreszcie do konsensusu w tej kwestii.Stanęło na tym, że miasto zgodziło się uczestniczyć w kosztach budowy nowego budynku, kupcy zaś zwrócili się o dodatkowe dotacje do króla Fryderyka Wielkiego IV.Król wysłuchał prośby i dotacje dał a miasto dołożyło jeszcze gratis kupcom atrakcyjny plac w centrum miasta, który pozostawał nie zabudowany od czasów rozbiórki średniowiecznych umocnień miasta.Plac ten był o tyle ważny, bo proszę sobie uświadomić, że miasto w tamtych czasach miało status twierdzy i nie mogło się rozbudowywać ograniczone umocnieniami i miejsca na nową zabudowę było jak na lekarstwo.Jednak już od samego początku budowa szła jak po grudzie.Kupcy ociągali się z rozpoczęciem budowy i po wielu monitach władz miejskich w 1846 rozpoczęto budowę.Zlecenie przekazano twórcy teatrów w Berlinie i Lipsku C.F. Langhansonowi. Od początku też okazało się że sam budynek jest porażką. Najpierw okazało się że trzeba zmienić plany bo pierwotna kubatura była zdecydowanie za mała.Kopiąc fundamenty okazało się że zaplanowana głębokość jest o wiele za mała.Wody gruntowe w tym miejscu podchodziły bardzo wysoko i trzeba było wykonać nowe obliczenia i znacznie powiększyć piwnice.Zresztą problem wód gruntowych nękał jeszcze wielokrotnie budynek.Praktycznie nie nadawały się do niczego z racji tego, że bardzo często zalewała je woda.Kiedy wreszcie znaleziono jakieś sensowne wykorzystanie dla tej dość sporej powierzchni jako składnice win co miało podreperować stan kasy teatru okazało się że trzeba te pomieszczenia zasypać bo woda nie dawała za wygraną.W 1849 roku spektaklami “Egmont” Goethego i “Don Juan” Mozarta rozpoczęto działalność artystyczną. Skromne środki finansowe jakim od początku dysponował teatr pozwoliły tylko na dość ubogie wyposażenie zupełnie nie adekwatne do potrzeb.Brakowało dekoracji, kostiumów,odpowiedniego oświetlenia.Nie dość że w teatrze grali kiepscy aktorzy to jeszcze słabo opłacani marzli w niedogrzanych pomieszczeniach.Doszło do tego że na przedstawienia przestali przychodzić widzowie.Teatr przynosił ogromne straty i przysłowiowym gwoździem do trumny dla kupieckiego mecenatu była decyzja z roku 1881 strażaków o zbudowaniu kurtyny stalowej mającej zabezpieczyć budynek na wypadek pożaru.Zmniejszyło to i tak mała widownię.Dodatkowe kłopoty spowodowało umieszczenie orkiestry na poziomie sceny. Doszło do tego, że widownia nie widziała artystów. Doprowadziło to do tego, że kupcy wystawili na sprzedaż budynek. Jak można się spodziewać nie było zbyt wielu kupców chętnych na taką budowlę i w końcu miasto przejęło praktycznie bezpłatnie cały teatr. Rozpoczęła się przebudowa ukończona w 1900 i rozpoczął się nowy okres działalności teatru.

Widok na budynek z perspektywy obecnego Placu Żołnierza II połowa XIX wieku

Widok na budynek z perspektywy obecnego Placu Żołnierza II połowa XIX wieku

Wygląd Teatru Miejskiego przed przebudową od strony obecnego Placu Żołnierza dawniej Placu Teatralnego druga połowa XIX wieku

Wygląd Teatru Miejskiego przed przebudową od strony obecnego Placu Żołnierza dawniej Placu Teatralnego druga połowa XIX wieku

Od kiedy miasto przejęło budynek i dokonało remontu praktycznie zmieniając cały jego wystrój wewnętrzny a także dobudowując widoczny gołym okiem i zmieniający cała bryłę teatru przedsionek rozpoczął się proces systematycznego podnoszenia poziomu artystycznego teatru. Instytucja szybko stała się miejscem gdzie wystawiano widowiska na bardzo wysokim poziomie.Rocznie wystawiano tu około 12 przedstawień operowych i ponad setkę innych sztuk.Widownia z reguły była zapełniona po brzegi.Taka sytuacja szybko też spowodowała że do Szczecina zaczęły przyjeżdżać gwiazdy wielkiego formatu nie tylko z Niemiec ale też z całej Europy.Należy wspomnieć jeszcze, że teatr przeszedł swój ostatni remont w 1937 roku. Niestety rozpoczęcie wojny w 1939 roku przez Niemcy spowodowało, że Teatr zamknięto, mówi się że po prostu brakowało aktorów którzy zostali powołani do wojska, mało to wydaje się prawdopodobne, ale fakt pozostaje faktem od 1939 roku zawiesił działalność. Budynek przetrwał wojnę w niemal nie zniszczonym stanie co zważywszy na morze ruin które go otaczały zakrawało na jakiś szczególny wyraz opaczności losu.Jednak wydarzenia które wydarzyły się kilka miesięcy po tym pokazały, że gmach Teatru Miejskiego w Szczecinie stał się swoistym symbolem tego co spotkało tzw ziemię odzyskane.

Rozplanowanie miejsc we wnętrzu teatru

Rozplanowanie miejsc we wnętrzu teatru

Rysunek wnętrza teatru

Rysunek wnętrza teatru

 

Widok na budynek teatru od strony Odry

Widok na budynek teatru od strony Odry

Inne zdjęcie od strony dzisiejszego Placu Żołnierza

Inne zdjęcie od strony dzisiejszego Placu Żołnierza

Front budynku

Front budynku

 

Budynek powstał na miejscu dawnej fosy, zasypanej podczas formowania Placu Parad. Twardy grunt udało się osiągnąć dopiero na głębokości 70 stóp, gdzie położono kamień węgielny.

Teatr od strony dzisiejszego pl Hołdu Pruskiego w Szczecinie

Teatr od strony dzisiejszego pl Hołdu Pruskiego w Szczecinie

 Dlaczego dziś nie ma już gmachu, o którym pisałem wcześniej? Niestety historii nie da się cofnąć można ją tylko oceniać i wyciągać wnioski, no a wnioski nasuwają się same. Zacznijmy więc trzecią część opowieści niestety ostatnią.Budynek Stadttheater przetrwał wojnę w wyjątkowo dobrej kondycji zważywszy że wokoło przewalało się morze ruin. Jedynie partie dachu uległy spaleniu ale nie były to jakieś ogromne zniszczenia i w sierpniu 1948 roku na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej poruszono sprawę dalszego losu budynku i jego ewentualnej odbudowy. Wobec opinii fachowców, w której stwierdzono, że budynek nadaje się do remontu w wydatkach miejskich przeznaczono 20 ówczesnych milionów złotych na zabezpieczenie budynku.Bardzo to słuszna decyzja i wymagająca chwili z racji tego, że w pierwszych miesiącach polskiego Szczecina wydobywano tu jak z kopalni diamentów skarby w postaci całych dekoracji, jak i rekwizytów, po których ślad zaginął na zawsze. Wielkie ilości kostiumów, peruk i innych rekwizytów zdeponowano w 1945 roku w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Oprócz takich “pożyczek” często dochodziło do dewastacji oraz podpaleń co w efekcie doprowadziło do kompletnej ruiny wyposażenie widowni i część recepcyjną budynku. Można by rzecz, że wreszcie nowi gospodarze miasta poszli po rozum do głowy. Jednak natrafiłem na cytat pierwszego prezydenta Szczecina prof Piotra Zaręby dotyczący właśnie budynku teatru. Oto on: “Pozostała jeszcze sprawa budowy nowego teatru w mieście.W dniu 15 października 1948 roku odbyło się w Zarządzie Miejskim kolejne zebranie robocze na którym przedstawiono wiele planów nowej sceny, były to wciąż jeszcze próby wciśnięcia nowego teatru w zdemolowane i ciasne ramy.Wypalony gmach teatru zbudowanego jeszcze w 1850 straszył swymi ruinami kusząc wielu do odbudowy.Dokładna analiza zarówno jego fatalnego stanu technicznego jak i funkcjonalnej nieprzydatności jego ruin do roli współczesnego teatru wykazało że inwestując weń niemal tyle samo co w nowy gmach nie otrzymalibyśmy nowoczesnego obiektu. Powstałby tu teatr ciasny na 400 widzów bez żadnej możliwości rozbudowy sceny i zaplecza.Zapadła więc decyzja o odczekaniu kilku lat i zbudowaniu na tym miejscu nowego gmachu teatralnego.

Tyle cytat nasuwa się tylko konkluzja: budowali i budowali, aż w końcu z tego budowania pozostał maszt z co by nie mówić zasłużonego dla Szczecina statku ale chyba nie była to dobra wymiana ….. Pojawia się jeszcze aspekt szczytnego hasła “Cegła na odbudowę Warszawy” pod tym pięknym szyldem wywieziono co najmniej połowę miast pomorskich tyle że hmm nie do końca do Warszawy. Tajemnicą poliszynela jest, że w tamtych czasach większość firm rozbiórkowych była firmami prywatnym i pod płaszczykiem szczytnych rozbiórek krył się mniej szczytny proceder spekulacji cegłą, która jak wiadomo jest materiałem poddającym się odzyskowi. W zniszczonym wojną kraju był to niemniej pożądany od chleba cenny materiał, na którym można było zbić fortunę. Gmach teatru musiał być naprawdę łakomym kąskiem w tym temacie bo analizując szybkość z jaką znikł z krajobrazu miasta można by się pokusić o takie wnioski.

Reasumując w sierpniu 1948 roku przeznaczono kwotę 20 milionów na zabezpieczenie budynku, dwa miesiące później już głośno się mówiło, że po co miastu stary teatr z 400 miejscami /co było ewidentną bzdura z racji tego że teatr pomyślany był na prawie dwa razy tyle miejsc/ a już w 1951 r. po budynku nie było śladu. Prawda że iście szaleńcze tempo nawet jak na współczesne warunki a przypominam, że wtedy dosłownie kilka lat temu zakończyła się jedna z najstraszliwszych wojen jakie dotknęła ludzkość. I tu można by zakończyć naszą opowieść biadoląc nad tym, że w takim kraju jak Polska afery były zawsze i niejeden nie tylko kosztem gmachu teatru wzbogacił stan swojego konta. Ale sprawa nie jest taka prosta jakby się wydawało. Wspomniany Piotr Zaremba pierwszy prezydent Szczecina był notabene architektem. Nie wiedząc czemu w Szczecinie zaległa się pewna koncepcja rozwoju urbanistycznego miasta, koncepcja, która zmiotła z powierzchni ziemi inne piękne miasto a mianowicie Królewiec zwany dziś Kalinigradem i w sumie dobrze, że tak jest nazywany bo z dawnego miasta nie wiele pozostało. Trudno dziś dociec tak naprawdę czym zawinił budynek Stadttheater, że zaopiekowano się nim w pierwszej kolejności. Jak taka opieka w polskim Szczecinie wyglądała można by mnożyć w nieskończoność przykłady. Fakt jest faktem, że chyba od początku swojego istnienia ciążyło na nim jakieś złe fatum i chyba z góry był skazany na taki los.

Teatr nocą

Teatr nocą

Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska.
Licencja pozwala na kopiowanie, rozprowadzanie, przedstawianie artykułu w jego niezmienionej formie (nie można na podstawie tego materiału tworzyć utworów zależnych). Rozpowszechniając artykuł należy podpisać autora. Artykuły oznaczone tą licencją nie mogą być wykorzystywane także w sposób komercyjny.

 

Autor: Mariusz Zygmunt

Facebook
Facebook
Google+
Google+
http://planetasztuki.pl/2013/04/16/historie-teatr-miejski-stadttheater/
YouTube
Instagram
RSS
Zapisz się przez maila
(Visited 328 689 times, 1 visits today)
Mariusz Zygmunt